Powoli zza pieca wychodzą szare sny,
Zacięła się płyta adapter się miedzi,
Stukają w podłogę zmęczeni sąsiedzi,
Wiec idź już nie wracaj i nie przeszkadzaj mi,
Nie było cię długo, przestałam liczyć dni,
Wolałeś te druga kwiaciarkę z vis a vis,
Zapomniał korytarz jak brzmią twoje kroki,
Nie poznał cię nawet twój fotel głęboki,
Wiec po co tu siedzisz i dziwisz nocne ćmy,
Posłuchaj latarnie wołają cię zza mgły,
No nie patrz tak na mnie wiesz przecież gdzie są drzwi,
Potrafię bez ciebie oddychać i śpiewać,
Choć coraz bezbarwniej jest ptakom na drzewach,
A tamte dwie krople to wcale nie są łzy.
***
Cath
Cath

